Skalną ścieżką nad Reglami ku śnieżnej rozpadlinie — Śnieżne Kotły pod Łabskim Szczytem i ich wielkie tajemnice

Wydawać by się mogło, że tego, czego uczą ludzi uważnych góry, nie sposób opisać w kilku słowach. Wystarczy jednak jedno zdanie, aby oddać relację prostego człowieka i skomplikowanych szczytów wznoszącym się nad nim. Góry, wysokie czy niskie, dalekie czy bliskie, uczą pokornego wędrowca, że życia nie należy mierzyć ilością oddechów, ale chwil, które zapierają dech. Jest takie miejsce na karkonoskim szlaku, gdzie, niezależnie od tego, czy staniemy przy dnie jego monumentalnej rozpadliny, czy też przy krawędzi, oddychamy wolniej, w skupieniu i zadumie, zawsze z tak samo wielkim zachwytem.
śnieżne kotły

Śnieżne Kotły, poszarpane sudeckie cyrki polodowcowe, oddzielone od siebie skalną grzędą, mimowolnie ściągają wzrok. Zupełnie inne, niż dobrze znane łagodne zbocza Karkonoszy, potężne kotły budzą olbrzymią ciekawość i równie wielki respekt: do gór, do życia, do płynącego nieprzerwanie, jak potok kamienistym pogórzem, czasu. Będąc w tej części Sudetów, człowiek zmierza ku nim mimowolnie szlakami karkonoskiego parku narodowego nie dlatego, że chce, ale dlatego, że ta wędrówka jest mu potrzebna. Wyjątkowy punkt widokowy wznoszący się groźnie w pobliżu Szklarskiej Poręby przyciąga jak magnes ostrą fakturą na górze i prawdziwym botanicznym sanktuarium w dolinie. 

Między Łabskim Szczytem a Wielkim Szyszakiem — wędrówka panoramicznym szlakiem Karkonoszy

Mówi się, że turysta najwięcej piękna widzi u szczytów podnóży, zaś wędrowiec górskimi widokami zachwyca się wtedy, gdy stoi w chmurach, a w żyłach tętni mu cisza. W przypadku Śnieżnych Kotłów droga w przód wiedzie tak naprawdę we wszystkich kierunkach, zarówno ku pobliskim szczytom, jak i pod śnieżną rozpadlinę. Niezależnie od tego, jaką stronę wybierzemy, czy pójdziemy w nią zielonym szlakiem nazywanym ścieżką nad reglami, czy też ruszymy gdzieś spod Szrenicy przez rozdroże na Granicznej Łące i dalej szlakiem czerwonym, napotkamy alpejski krajobraz pełen prawdziwych skarbów przyrody. W końcu zarówno Mały, jak i Wielki Śnieżny Kocioł kryje w sobie tajemnice nietknięte dotąd ludzką ręką. Ich istnieniu sprzyja fakt, że na tym nie tak znowu wielkim powierzchniowo terenie najpiękniejsze szlaki są okresowo zamykane i to na większą część roku.

Od Szklarskiej Poręby i wodospadu Kamieńczyka dostaniemy się na punkt widokowy i krawędź Śnieżnych Kotłów nawet zimą, mimo że droga granią skąpaną w gęstym śniegu będzie wolna i mozolna. Nie przejdziemy jednak pod nim szlakiem zielonym, od Schroniska pod Łabskim Szczytem, przez Śnieżne Stawki do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem. Choć latem pełen turystów naprawdę tętni życiem, poza sezonem wakacyjnym tkwi jakby w uśpieniu, pusty i samotny. Dokładnie tak, jak dolina Małego Śnieżnego Kotła, prawdziwe i zarazem najdziksze sanktuarium karkonoskiej przyrody, od lat nie niepokojona przez ludzi.

Skalne ściany Śnieżnych Kotłów kryją coś więcej niż Śnieżne Stawki, jednak tych tajemnic turysta już nie odkryje

Na głównym szlaku sudeckim, który ciągnie się z Gór Izerskich ku granicy KPN i dalej, mijamy po drodze Trzy Świnki, Twarożnik, Łabski Szczyt oraz budynek, który wznosi się nad kotłami milczący, w słońcu połyskując czerwienią dachu, we mgle zaś nieco przerażając wędrowca. Jego historia jest długa i kręta, jak zejście czerwonym szlakiem przez Wodospad Łomniczki z niedalekiej Śnieżki. Zaczęło się od drewnianej chatki, która miała być schronieniem turysty, wiele przecież było i jest takich miejsc w Karkonoszach. Jednak człowiek nie poprzestaje zwykle na małym, prostym projekcie, ale pnie się wciąż wyżej i chce więcej. Tak też było w tym przypadku. Z małego domku w 1897 roku powstał przeogromny hotel górski, największy w tej części Karkonoszy. Stał tam przez całe lata, na drodze pod Łabskim Szczytem do Śnieżnych Kotłów nie przyciągając jednak zbyt wielu turystów. Z czasem zdecydowano o jego przebudowie i stworzeniu czegoś… mniejszego, ale równie intrygującego. Wewnątrz zaś, pod charakterystycznym czerwonym dachem, utworzono stację przekaźnikową.

Schodząc jednak w dół tam, gdzie więcej jest na szczęście fauny i flory niż ludzkich dokonań architektonicznych, trafić można do miejsc wyjątkowych. Do nich nie zawiezie nas kolejka, nie poprowadzą gadatliwi przyjaciele. Tam trafimy samotnie tylko wtedy, gdy szukamy czegoś więcej niż wielkogabarytowych walorów estetycznych, które dopieszczą ego. Dawniej przez centrum takiego niezwykłego miejsca w Karkonoszach prowadził oznakowany szlak. Obecnie, po latach nieudanych prób zaufania turyście, zamknięto ten skrawek ziemi dla bezmyślnych wędrowców. Jednak Ci, co go widzieli, mają w głowie przepiękne wspomnienie, bo z perspektywy głębiny Małego Kotła zarówno majestatyczne pasma gór, jak i ich zieleniejące podnóża wyglądają jeszcze bardziej niezwykle. 

Szlakiem pobliskich schronisk? Nie tutaj! W karkonoskich Śnieżnych Kotłach zobaczysz znacznie więcej

Turystyka schroniskowa niewiele ma wspólnego z górskim wędrowaniem. “Spacer” kolejką na kawę i ciasto z jagodami trudno uznać za pokonywanie własnych ograniczeń, spełnianie marzeń czy jakiekolwiek większe wyzwanie, chyba że ktoś naprawdę cierpi na lęk wysokości. Jeżeli jednak w górach poszukamy czegoś więcej niż tłumów, wyjdziemy w nie wówczas, gdy naszym najbliższym towarzyszem będzie mglisty obłok pod stopami, wtedy mamy szansę zrozumieć, na czym polega ich unikalność. Choć Schronisko pod Łabskim Szczytem faktycznie słynie z doskonałych deserów to, co kryje się nieopodal, zasługuje na większe uznanie. Ukryty pod większą warstwą śniegu od swojego poszarpanego brata Mały Śnieżny Kocioł to nie tylko monotonia granitowych skał, ale niespotykane nigdzie indziej, rzadkie okazy flory alpejskiej oraz pozostałości po wylewach lawy!

Przychodząc tu z dołu, z Jagniątkowa lub Szklarskiej Poręby, bądź też z góry, spacerem z Łabskiego, Śmielca czy zza czeskiej granicy, możemy poczuć się, jakbyśmy przenieśli się z przepełnionej ludzkim tchnieniem rzeczywistości do zaczarowanego ogrodu. Dawniej mogliśmy jeszcze wejść i stanąć tam pośród kwiatów miłosnej górskiej czy jedynej w swoim rodzaju skalnicy darniowej bazaltowej. Teraz możemy przysiąść nieco dalej nad jednym z płytkich, chwilowo nieskutych lodem stawków, myśląc o tym, co żyje w kotłów rozpadlinie dlatego tylko, że nas tam nie ma.


Może Cię także zainteresować:
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

Zobacz też